Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 grudnia 2019

Prawy do lewego. Nowy rodzaj hamowania.

Taaaaaa... a jednak!
Moje przeczucie nie było bezpodstawne. Wykonałam kolejny pomiar, kolejnego dnia. No tak. Na liczniku widniała dwójka i ÓSEMKA, a nie ZERO. Szlak!!
Listopadowe postanowienie noworoczne.... udać się do optyka po silniejsze szkła!
Ta różnica wytrąciła mnie jakby z równowagi, ale tylko na chwilę. Wcześniej pochwaliłam się całej rodzince, o znalezieniu tak krótkiej drogi. Teraz, ze spuszczoną głową, powiedziałam o pomyłce wyłącznie Małżowi. Jednakże nie zdołałam nawiązać z nim więzi emocjonalnej, gdyż śledził w tivi serial o księdzu... albo o policjantach... albo o ratownikach. Nie wiem, bo nie wnikałam.

sobota, 30 listopada 2019

O korkach, przecieraniu szlaków i kurzej ślepocie.

Uuuuuu... tyle czasu blogowej absencji, a tu wpis za wpisem. Normalnie mogłabym napisać, że sama siebie nie poznaje, ale toż to byłoby wierutne kłamstwo, bo przecież  kocham opisywać swoje nudne życie, bo jak po jakimś czasie wracam do zapisków to mam taką radochę, no taką ... - Jesuskubrodaty!
Taaaaaaa...Tak se myślę, że to ma jednak jeszcze głębszy sens... No bo dajmy na to, w jakimś szczególnym momencie, całe moje życie stanie mi przed oczyma iiiiii.... zonk... nie będzie co oglądać. A tak zajrzę na blog i.... taaaaadaaammm!  Jednak coś tam się działo... ba!... coś tam nawet przeżyłam.Wiem, wiem ....wnioski są obezwładniające.
Dziś będzie o ( patrz w tytule )

poniedziałek, 24 września 2018

Pokój z widokiem. Jak w korcu maku.

O matko. Jeszcze trochę, a Bałtyk by zamarzł a ja przecież miałam pisać o wycieczce nad nasze... jakże wyjątkowo w tym osiemnastym roku... cieplutkie morze.
Nie pytajcie gdzie mnie wessało, bo dziś będzie ciąg dalszy wycieczki, wszak słowo się rzekło... kobyłka o płota.
Kolejny dzień przed wyjazdem zaczęłam jak Bóg przykazał... znaczy od wstania z łóżka, a nie od całonocnego czuwania. Tym razem Młodszy odwiózł mnie pod próg Reniaczka. Do Wesołego Autobusu dojechaliśmy o czasie i spokojnie zajęłyśmy miejsca. Droga jak to droga, ciągnęła się jak falki z olejem. Wiadomo... przebudowy, rozbudowy, wahadełka i inne pierdoły, skutecznie spowalniały nasz pojazd. Do celu jechaliśmy prawie dziewięć godzin. Tyle  czasu, że gro człowieków zdążyło się napić i wytrzeźwieć. A po drodze nawet wytańczyć. Kierowca był wyjątkowo pobłażliwy dla pasażerów hasających w te i wewte.
Co oczywiście z punktu widzenia bezpieczeństwa, było nad wyraz nierozsądne.

wtorek, 6 marca 2018

Górna półka w zasięgu. Strategiczne odwiedziny u rodziny.

Omamuńciu! Jakiegoż zdziwienia właśnie dziś doświadczyłam, zagłębiając się w blogowe archiwa. Nie uwierzycie, ale dokładnie rok temu, 28 lutego... JUŻ BYŁA WIOSNA. Gdyby ktoś inny mi to wmawiał, to bym go puknęła w czoło. A tu, proszę bardzo – sama to czarno na białym opisałam!

Tymczasem dzisiaj? Co prawda mróz trochę odpuścił, ale wiatr od rzeki wiał tak przeszywająco, że głębiej naciągnęłam czapkę na uszy. Rano było, bagatela, MINUS SZESNAŚCIE! Gdzie ta wiosna, ja się pytam?

Ale nie o mrozie chciałam. Pragnę donieść wszem i wobec, iż pod koniec kwietnia jadę do wód! A co najważniejsze... tadaaaaammmm!... załapałam się na górną półkę. Ha! Widocznie pakuneczek z ciastem dla odpowiednich osób zrobił swoje. Karma (i cukier) wraca!

Owa „górna półka” mieści się jakieś 670 km od mojego grajdołka. Kiedy zaczęłam sprawdzać dojazd, o mało nie spadłam z krzesła. Według rozkładu, zanim stanę na progu owego przybytku, będę w trasie 13 godzin. Trzynaście! W tym czasie mogłabym dolecieć do Panamy – i to bez przesiadek.

PKP zaoferowało mi do wyboru trzy lub pięć zmian przewoźników. Nie powiem, lubię mieć wybór, ale wizja biegania z peronu na peron z wypakowaną po brzegi walizą sprawiła, że wszystko mi opadło. Zaczęłam nerwowo wyginać palce, szukając jakiejś alternatywy. I voilà! Kto szuka, ten znajdzie.

Pojadę do sanatorium... przez Czechy! Plan jest iście szatański:

  1. Odwiedzam czeską rodzinkę, która regularnie nawiedza moją hacjendę, a u której nie byłam jakieś trzydzieści lat.

  2. Spędzam tam miło czas (wymieniając uprzejmości i pewnie coś mocniejszego).

  3. A potem oni... po prostu odwożą mnie pod sam próg sanatorium. Pffff... to tylko 60 km od nich!

Taka kombinacja to ciut nie potrójny axel. Można już klaskać!

piątek, 2 marca 2018

Pan Heniek zimowy hiroł. Co komu pisane...


Doprawdy, staram się zrozumieć tych wszystkich malkontentów, którzy narzekają na obecny atak zimy. Staram się... i staram... i nichuchu nie mogę się wczuć. Mamy zimę, tak? To kiedy te mrozy mają doskwierać, jeśli nie teraz? Zamiast cieszyć się, że w tym roku zima przypomniała sobie o nas chociaż w końcówce lutego, wszyscy tylko jęczą.

No dobra, dzisiaj prawie kolana mi odpadły od tego pizgającego wiatru. Kozaki długie, kożuszek ciepły, ale środek... niezaizolowany. Jutro chyba owinę kolana w onuce albo co i będzie git. Teraz siedzę przy kominku, otulona wełnianym kocem, z kotem na każdym kolanie i da się żyć. A pamiętam zimy z ubiegłego wieku... czasy, gdy byłam młoda i głupia. Za tę głupotę o mało nie zapłaciłam najwyższej ceny. Zamarznąć można ot tak (pstrykam palcami dla efektu). Po prostu zamykasz oczy i szlus. Bryłeczka lodu.

Rok 1987: Misja „Odwiedki”

Zostałam zaproszona z koleżankami na „odwiedki” – wiecie, imprezka po chrzcinach, żeby dojeść resztki. Wylaszczyłam się jak trza. Żadnych barchanów, flaneli czy, nie daj Boże, czapki. Mroźny styczeń, a ja – ikona stylu.

Po imprezie, chwiejnym krokiem, udałam się na przystanek PKS-u. To był ostatni kurs – autobus miał zrobić pętlę w miasteczku i wracać przez moją miejscowość do bazy. Na przystanku spotkałam znajomego, pana Heńka, który wracał z pracy. Żeby nie stać w miejscu, postanowiliśmy ruszyć autobusowi naprzeciw. Byliśmy między przystankami, gdy minął nas oszroniony „ogórek”.

Czekamy na jego powrót. Dziesięć minut, piętnaście, dwadzieścia... Robi się coraz zimniej. Pan Heniek, dżentelmen starej daty, oddaje mi swój szalik, żebym owinęła głowę. Ale co mi po głowie, skoro od pasa w dół nie czuję już absolutnie niczego. Kulę się, żeby osłonić ciało od wiatru. Nagle robi się jakby... cieplej. Zamykam oczy. Przestaję czuć cokolwiek.

Nagle szarpanie: — Wstań! Nie będziemy czekać, idziemy do domu pieszo! — Nie, ja zostanę... — bełkoczę. — Zaraz przyjedzie. Nie dam rady iść. Za zimno.

Pan Heniek nie odpuścił. Podniósł mnie prawie siłą. Nogi miałam jak z waty, ale oparłam się na jego ramieniu i ruszyliśmy. Nie pamiętam, jak przeszliśmy te 5 kilometrów. W domu mama ratowała mnie wszystkimi dostępnymi sposobami (nie pytajcie, czym i jak, ważne, że skutecznie). Skończyło się bez szpitala, ale było o włos.

Najlepsze (albo najgorsze) w tym wszystkim jest to, że tym zamarzniętym „ogórkiem” jechał... mój ówczesny chłopak! Chciał mnie osobiście odtransportować do domu, bo wiadomo – „baba pijana, to...”. Pech chciał, że na pętli autobus zamarzł na kość. Mój luby, niewiele myśląc, wziął taryfę i pojechał do domu, zupełnie zapominając o mojej zamarzającej cnocie na przystanku. Widział pana Heńka stojącego przy drodze, ale mnie – zwiniętej w kłębek – już nie dostrzegł.

Do dziś nie rozumiem, po kiego grzyba mi o tym później opowiedział? 

Chyba tylko po to, żeby mi co roku przypominać, że gdyby nie pan Heniek, to zostałby starym kawalerem!










tu grzeliście ławę najczęściej

Etykiety

sanatorium problemy wycieczka budowa podróż praca zabawa zaskoczenie kolega morze mąż wyjazd Małż auto blog dylematy ksiądz pamięć przygoda rehabilitacja syn tańce wesele wizyta święta życzenia Konstancja altana argumenty blondynki choroba cud dom fachowcy goście imieniny integracja koleżanka kłótnia majster narodziny ogród początek powrót pragnienie propozycja rocznica rodzina siostry spostrzegawczość sprzątanie sylwester szczęście urodziny urzędnik wnuczęta zakupy zguba zima święto żona Nowy Rok Nowy Rok plan przygoda ogień apel awaria wycieczka morze koncert auto awaria holowanie sąsiad auto zakup akademia babcia autobus awans awaria bal bank bociek bunt cel cmentarz dach demencja deszcz działanie egoista film folklor gra gwara góra głos higiena historia impreza informacja. irytacja życie rodzinne spokój jazda kazanie kelnerka kierat kieszonka klucze kobieta kolacja walentynki koledzy koleżanki kolęda komplement komórka kolega podejrzenia kwiaty lekarz lód marzenia masarz masaż matka metoda miłość mróz mądrość ludowa mężczyzna nerwy niespodzianka niewdzięczność nowe miejsce nowy sprzęt odchudzanie święto zaskoczenie mąż odcinki odwyk uzależnienie słodycze ognisko pieszczoty plaża podarki pogoda pogoda operator sms córka poród Anioł pomoc pomyłka porada porządek sukienka pułapka ratunek postanowienie powiedzenia pozytywne postrzeganie świata pozytywne wnioski pośpiech prezent prośby przebranie przedwiośnie przemyślenia przeprosiny przyjazd pytania radość relacja remont rocznica śnieg zaskoczenie tajemnica proboszcz rozmowy rozterki rubikon rysa sanatorium koleżanki sanatorium masażysta pogoda fajfy flirt schemat siostry rodzina relaks blokada spełnienie spowiedź strata synowie szał szwagierka słońce pole truskawki pielenie opalanie. tatuś teleporada zdrowie lekarz zdumienie cud teściowa śmierć rocznica torebka traktor troska tęsknota uraz. wesele goście suknia zabawa wróżba wspomnienia wspomnienia sylwester święta wycieczka morze szaleństwo wyjaśnienie wyobraźnia zakochani zakupy ekologia wesele zdjęcia zdrowie zmiany znajomy zwierzęta zęby złość bezradność zdumienie ściana śmieci śniadanie święta prezenty zaskoczenie radość święta wypieki foremki wzrok komórka zaskoczenie źródła