No nie da się nie być monotematyczną, no nie da. Dziś znów będzie o moim Małżu. Jak ktoś ma dość, niech oddali się w podskokach. Trudno.
Gorączka przedświąteczna w pełnej okazałości. Kuchnia jawi się jak pobojowisko, choć staram się na bieżąco ogarniać co się da. Małż ze starszym synem wyrabia się w naszym lesie, ścinając tzw. suszki ( bo jak się nie sprząta to można zapłacić mandat... no wiem... rozbój w biały dzień )W tak zwanym międzyczasie łapię za koszyczek i jadę do kościoła. Wracam. Małż już w domu rozłożony na kanapie w pozycji " ave Cezar". Na stoliku paruje świeżo zaparzona kawa, obok na paterze słuszna porcja domowych wafli polanych czekolad@ .
Doprawdy, mądrość życiowa nabyta przez lata doprowadziła do tego, że określenie " zostaw, to na święta" w naszej rodzinie nie funkcjonuje.