Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 lutego 2026

Wolnoć Tomku w swoim domku. Oby do wiosny.

Ostatnie mrozy zmusiły mnie do wytoczenia ciężkiej artylerii z poddasza. Wyciągnęłam kożuch rodem z PRL-u. Prawdziwy zabytek – kupiłam go jeszcze jako panna, a ostatni raz miałam na sobie w ubiegłym wieku, będąc w ciąży z córką. Tyle lat czekał na swój wielki powrót i w końcu się doczekał! Moda na kożuchy wróciła w samą porę, bo przy -20°C był jedynym ratunkiem podczas mszy w naszym wychłodzonym kościele.

Kulig pod wysokim napięciem

W ubiegłym tygodniu, ulegając namowom koleżanki z ADHD, daliśmy się wciągnąć w kulig. Mróz może i nieco odpuścił, ale wiatr nadrabiał za dwóch. Wypizgało nas do gołej kości. Przez trzy godziny dzielnie trwałam przy ognisku, stosując technikę „na okrętkę”: najpierw smażyłam przód, a potem szybki obrót o 180 stopni, żeby ratować tyły przed odmrożeniem.

Specjały z ogniska – kiełbaski, bigos i grochówka – wymagały tempa godnego mistrzów świata. Jeśli nie zjadłeś w minutę, danie zamarzało w plastikowej miseczce w oka mgnieniu. Mąż, jako strateg, postawił na rozgrzewanie wewnętrzne lokalnym trunkiem wysokoprocentowym.

Retrospekcja: Wigilia pod znakiem wędzarni

Wróćmy jednak do końcówki roku. 24 grudnia termometr pokazał -13°C. Zanim wyjechałam z domu, musiałam stoczyć walkę z lodem na szybie. Na pasterkę o 22:00 pojechałam sama, bo moją drugą połowę dopadły dreszcze i ogólne rozbicie.

Nic dziwnego – dzień wcześniej Małż dokonał czynu heroicznego. Wędził kiełbasę we własnoręcznie postawionej wędzarni! Tak, po altanie przyszedł czas na architekturę mięsną. Z pomocą sąsiada (który w temacie ma nieco większe pojęcie) stworzył wyrób prima sort. Potem, jak to on, obdarował nią pół rodziny i wszystkich sąsiadów. Umie się chwalić, ale trzeba mu oddać – skąpy nie jest.

Błogi chillout i rodzinne roszady

Dla mnie te Święta były definicją spokoju. Po latach „skakania” nad całą familią, wreszcie przeżyłam je tak, jak lubię – bez spiny. Mąż co prawda trochę marudził, że „mamy trójkę dzieci, a tacy samotni”, bo nie miał z kim pić, ale przecież Wigilia była u nas!

  • Starszy syn z rodziną spóźnił się tylko pół godziny (sukces!).

  • Synowa wsparła stół pierogami i kapustą.

  • Resztę przygotowałam sama, korzystając z faktu, że 24 grudnia był już ustawowo wolny.

Z młodszym synem i synową opłatkiem podzieliliśmy się kilka dni wcześniej. Małż wprawdzie życzenia złożył, ale wciąż pamięta te parę słów za dużo, które padły z jej ust przed ich wyprowadzką. No cóż, natura nie wybiera, a pamięć bywa długa.

Nowy Rok, nowa ja

Sylwester zaskoczył nas syberyjskim mrozem (-20°C) i śnieżycą, ale nie daliśmy się pogodzie. Bawiliśmy się w kameralnym gronie w „wypasionej” zagrodzie nieopodal. Choć bilety tanie nie były, inicjatywa wyszła od Małża, więc nie oponowałam. Wróciliśmy o 4 nad ranem, a cały Nowy Rok spędziliśmy w piżamach. To jest właśnie luksus życia z tylko trzema kotami!

A na koniec „news” z ostatniej chwili: od marca zmieniam stanowisko na lżejsze! Godziny będą ludzkie, praca przyjemniejsza... Jaram się tym jak czarownica na stosie!





niedziela, 19 stycznia 2025

Życzenia wykute w pamięci. Constans alians.

Nowy Rok zapukał do moich drzwi całkiem spokojnie. Nigdzie nie wybywaliśmy z chacjendy, nikt się też do nas nie zapowiedział. Większość dnia Małż spędził w lesie – wcielił się w rolę drwala, bo zabrakło materiału na dokończenie dachu altany. Muszę przyznać, że w tej kwestii jestem z niego dumna. Ale ile się przy tym najęczał, że ma dwóch synów, a o pomoc i tak musi prosić kolegę, to wiem tylko ja.

Wieczorem zasiedliśmy oboje przy stole zastawionym smakołykami i uskutecznialiśmy obopólne wycie do piosenek biesiadnych płynących z telewizora. Potem "skakaliśmy" po wszystkich sylwestrach świata. Tak na marginesie: Nobel temu, kto wymyślił pilota!

Przyznaję, czasami mieliśmy odmienne zdanie co do repertuaru, ale gdy kompromis był nieosiągalny, Małż po prostu wychodził na papierosa. To, że pali dość dużo, w takich momentach bywa zbawienne. Po tylu latach małżeństwa jakoś się jednak dogadujemy. Przynajmniej między sobą. Bo z dziećmi... cóż, bywa różnie.

Świąteczny kubeł zimnej wody

W Święta Małż znów odwalił taką manianę, że córka, która przyjechała z rodziną, o mało nie spakowała się już w pierwszy dzień Bożego Narodzenia. Dostał po uszach tak, że japierdole... Ale najwyraźniej taki kubeł zimnej wody był mu potrzebny, żeby w końcu zrozumiał jedną rzecz: nawet małe dzieci pamiętają o wiele więcej, niż byśmy chcieli, a normę stanowi ogół, a nie margines.

Romantyk na miarę moich możliwości

I tak patrząc w dal... a konkretnie na wczorajszy dzień... przypomniało mi się, że miałam imieniny. Usilnie starałam się, by mój osobisty romantyk wpadł na to sam i "dopełnił obowiązku". W końcu jednak poległam i wyłożyłam kawę na ławę. Oto co usłyszałam:

— Dużo szczęścia i słodyczy, mąż ci życzy! — A coś więcej? — spytałam z nadzieją, że tym razem się postara. — Żebyś zawsze była zdrowa i taka piękna — dodał, przyciągając mnie do siebie i obejmując moją kibić.

Wszystkie życzenia, jakie kiedykolwiek od niego usłyszałam, wyglądają dokładnie TAK. Nieodmiennie. Jednakże niosą w sobie potężne przesłanie, do którego usilnie staram się stosować. No przecież ostatnio zupełnie odstawiłam słodycze... stąd ta wspomniana wyżej "kibić".



niedziela, 8 kwietnia 2018

Świąteczne klimaty z murzyńskiej chaty. Szpara wiosnę czyni.

Wspomniane wcześniej wąskie przejście to był mały pikuś. Udało się je poszerzyć, heblując górną krawędź drzwi. Co prawda powstała szpara, przez którą można by pewnie podglądać sąsiadów, ale kto by się tym przejmował? Wiosna przyszła, wentylacja się przyda!

Lany Poniedziałek... już w Wielki Piątek

Prawdziwe atrakcje zaczęły się w Wielki Piątek. Wracamy z mszy, a w kuchni – jezioro. Deszczówka ciurkiem lała się z sufitu. Cała młodzieżowa brygada (synowie, córka i jej chłopak) weszła na dach, by szczotkami zgarniać wodę z nowo wylanego stropu.

Okazało się, że poziom betonu to czysta „równia pochyła” – niby różnica minimalna, ale wystarczyła, by cała woda z budowy zameldowała się u mnie na blacie w kuchni.

W Wielką Sobotę wrócił Małż i zaczęło się wielkie uszczelnianie workami z piaskiem. Kiedy wychodziliśmy do kościoła, przezornie rozstawiłam miednice. Ale po powrocie? Szok! To już nie kapało, to się LAŁO.

Misek i salaterek zabrakło w całym domu. Podstawialiśmy wszystko, co miało dno, a robiliśmy to po omacku, bo strach było zapalić światło – z żarówek woda sikała najmocniej. Dwa razy w nocy robiłam obchód z wiaderkiem, wylewając urobek i klnąc pod nosem.

Przed świtem dowiedziałam się, że łazienka i nowo wyremontowany pokój też „płaczą”. I tak, gdy inni szli na rezurekcję, moja rodzina w strugach deszczu stawiała mur oporowy z cegieł i betonu wzdłuż stropu. Do śniadania wielkanocnego siedliśmy umęczeni jak konie po westernie. Zjedliśmy i... padliśmy spać. Tegoroczny Prima Aprilis nas nie rozśmieszył. On nas po prostu zwalił z nóg.

Chwila dla Inwestorki

P.S. Dzisiaj było tak cudownie ciepło, że rozłożyłam leżaczek strategicznie: pomiędzy górą pulpy a stertą krokwi. Dwie godziny wylegiwania się na słońcu i akumulatory naładowane. Coś czuję, że kolejne zmagania z tą rozbabraną budową nastąpią szybciej niż myślę. Paaaaa!


tu grzeliście ławę najczęściej

Etykiety

sanatorium problemy wycieczka budowa podróż praca zabawa zaskoczenie kolega morze mąż wyjazd Małż auto blog dylematy ksiądz pamięć przygoda rehabilitacja syn tańce wesele wizyta święta życzenia Konstancja altana argumenty blondynki choroba cud dom fachowcy goście imieniny integracja koleżanka kłótnia majster narodziny ogród początek powrót pragnienie propozycja rocznica rodzina siostry spostrzegawczość sprzątanie sylwester szczęście urodziny urzędnik wnuczęta zakupy zguba zima święto żona Nowy Rok Nowy Rok plan przygoda ogień apel awaria wycieczka morze koncert auto awaria holowanie sąsiad auto zakup akademia babcia autobus awans awaria bal bank bociek bunt cel cmentarz dach demencja deszcz działanie egoista film folklor gra gwara góra głos higiena historia impreza informacja. irytacja życie rodzinne spokój jazda kazanie kelnerka kierat kieszonka klucze kobieta kolacja walentynki koledzy koleżanki kolęda komplement komórka kolega podejrzenia kwiaty lekarz lód marzenia masarz masaż matka metoda miłość mróz mądrość ludowa mężczyzna nerwy niespodzianka niewdzięczność nowe miejsce nowy sprzęt odchudzanie święto zaskoczenie mąż odcinki odwyk uzależnienie słodycze ognisko pieszczoty plaża podarki pogoda pogoda operator sms córka poród Anioł pomoc pomyłka porada porządek sukienka pułapka ratunek postanowienie powiedzenia pozytywne postrzeganie świata pozytywne wnioski pośpiech prezent prośby przebranie przedwiośnie przemyślenia przeprosiny przyjazd pytania radość relacja remont rocznica śnieg zaskoczenie tajemnica proboszcz rozmowy rozterki rubikon rysa sanatorium koleżanki sanatorium masażysta pogoda fajfy flirt schemat siostry rodzina relaks blokada spełnienie spowiedź strata synowie szał szwagierka słońce pole truskawki pielenie opalanie. tatuś teleporada zdrowie lekarz zdumienie cud teściowa śmierć rocznica torebka traktor troska tęsknota uraz. wesele goście suknia zabawa wróżba wspomnienia wspomnienia sylwester święta wycieczka morze szaleństwo wyjaśnienie wyobraźnia zakochani zakupy ekologia wesele zdjęcia zdrowie zmiany znajomy zwierzęta zęby złość bezradność zdumienie ściana śmieci śniadanie święta prezenty zaskoczenie radość święta wypieki foremki wzrok komórka zaskoczenie źródła