piątek, 13 lipca 2018

Oczy błękitne i oczy zielone.. mocno zaskoczone.

No i proszę. Historia zatoczyła koło i znów wylądowałam przed górą prania. Wynika z tego, iż gdzie bym nie wybyła, po powrocie do gniazda, czeka na mnie to samo. Jednakże jestem w stanie to zaakceptować. Dużo się działo. Oj dużo. Spróbuję choć po łepkach opisać to i owo, bo doprawdy warto. No to do dzieła.
Wycieczkę z Reniaczkiem moim ukochanym, w nawiasie Przyjaciółką, planowałam kilka miesięcy wstecz. Małż żył w błogiej nieświadomości, bo miałam litość nad jego psychiką. Po ostatniej wyprawie zastrzegł, że już nigdy mnie nie puści. Kilka ładnych lat myślał, że jestem posłuszną żoną. a tu po prostu jakoś nie wychodziło. To ona nie mogła, to mi coś wypadło. W końcu stwierdziłyśmy, że tak być nie może i w tym roku pojedziemy nad morze.

piątek, 25 maja 2018

Jaki region, taka góra. Bo kto, jak nie ja?

No i wróciłam. Mogłabym napisać... do szarej rzeczywistości... ale jaka ona tam szara. Jak wyjeżdżałam, to wszystko było jeszcze w pączkach, a teraz klękajcie narody. Soczyście zielono. A mnie na usta ciśnie się coś o wiele bardziej soczystego. WAMAĆ!!! Chwasty zdążyły opanować całą przestrzeń wypoczynkową. Najchętniej to bym rozstawiła w ogrodzie namiot i w nim zamieszkała. Wychodziła bym tylko by porządkować ogród. No właśnie. Tylko  OGRÓD a nie WAMAĆ !!! całą zapuszczoną hacjendę.
Pierwotnie miałam dziś opisać podróż do i z sanatorium, ale może innym razem, choć wiem, że to będzie musztarda po obiedzie. Kij tam. Mój blog, mój rozkład.

niedziela, 20 maja 2018

Zdublowany Mareczek i odkryty ksiądz.

Wczoraj wieczorek pożegnalny nie wypalił. Pomimo chwytu marketingowego, iż wyprzedano wszystkie bilety, wiało pustką. Na parkiecie królowały pary. Grażynka w objęciach Tadeusza z różą w dłoni, nie robiła na nikim wrażenia. Taaaaa. Do wszystkiego można się przyzwyczaić.

sobota, 19 maja 2018

Płonące konary zgaszone przez służbistę. Rozgrywki bez przykrywki.

W związku z szeroko zakrojoną integracją, o której wspominałam wcześniej, poznałam Krzysztofa. Krzysztof leżał na sąsiedniej leżance, podczas okładów z parafiny. Przez dwadzieścia minut, zdążyliśmy się poznać, o tyle o ile. Jednakże miałam takie wrażenie, że znam go całe wieki. Ba! Zdążyłam nawet polubić zaraz po ty, jak wyznał, że to ja powinnam na balu przebierańców zająć pierwsze miejsce. W każdym bądź razie, on głosował na mnie.Ha! Wyznał mi jeszcze, że miał zamiar przebrać się za księdza, ale nie zabrał ze sobą odpowiedniej koszuli.

piątek, 18 maja 2018

Sanatoryjne okonie.

Tak w ogóle to nie powinnam narzekać. W końcu trafiłam na spoko koleżankę, a tuż obok naszego pokoju znajduje się kawiarenka serwująca cienkie drinki i kijową muzykę. Jednakże jak ktoś chce potańczyć, to mu słaba muza w tańcu nie przeszkodzi. Tak jak mnie na ten przykład.

piątek, 11 maja 2018

Kto, z kim i dlaczego.' Młodzi" bogowie parkietu.

Dziś będzie o bliżej poznanych kuracjuszach.
Na pierwszy ogień pójdzie Doronia, koleżanka moja najbliższa, gdyż śpi tuż obok mnie. Śpi to w nocy, a w dzień "dżemie" Choć mam nieco inne zdanie na ten temat. Bo według mnie, jeśli ktoś chrapie przez większą część filmu, to jednak śpi. Tłumaczę kobiecie, jak krowie przy rowie..
 - Połóż się kochanieńka, nakryj kocykiem i się nie męcz w pozycji półleżącej.
Jednak ona twierdzi, że spać w żadnym wypadku nie zamierza, więc i kłaść się nie będzie. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że zdarza jej się nagle zbudzić ze snu, i skomentować kadr z filmu zupełnie od czapy... a zaraz potem znów zasnąć. Powiem wam, że to wogle mnie nie denerwuje, a wręcz przeciwnie. Śmieję się jak głupia i nie mogę się powstrzymać, bo ona ów komentarz, zupełnie nieświadomie, wyraża swoją gwarą.

czwartek, 10 maja 2018

Jak cię widzą, tak cię ocenią.Rogi Ricziego.

Uhuhuuuu. Dziś internet szaleje, więc mam czas, by pociągnąć temat szeroko pojętej rozrywki sanatoryjnej. Przepraszam za to, że tak mało mnie na innych blogach, ale tyle się dzieje, a czasu mało, a tu trzeba opisywać ... więc wiecie... no.

Zażyło się kilka dni temu, iż zawitał do nas kabaret. Ponieważ śmiech to zdrowie, wraz z Dorotką, zakupiłyśmy bilety w cenie 15 złociszy, odstroiliśmy się w najlepsze ciuchy i pobiegłyśmy zająć dobre miejsca. Tłumów nie było. Raptem z trzydziestu pasjonatów skusiło się oglądać występy emerytów. Muszę przyznać, iż było bardzo wesoło. Aczkolwiek nie tylko z powodu występów, a męża kuracjuszki, który siedział poniżej naszego rzędu i który najprawdopodobniej miał zaawansowaną postać adehade. Nie mógł usiedzieć na miejscu i nie potrafił utrzymać języka za zębami.Krzyczał i oceniał wszystkich. I artystów i widzów.Niekoniecznie pozytywnie. Żona Grażyna, zwana przez wszystkich Kremówką ( pochodząca z Wadowic) próbowała mężusia uspokajać, jednak im bardziej się starała, tym bardziej Rysiek vel Riczi( tak kazał na siebie wołać) rozkręcał się i szalał, ograniczony jedynie przykręconymi krzesłami.

środa, 9 maja 2018

W pasiastym klimacie. Ten się śmieje, kto wcześniej przyjdzie.

Od razu, bez wstępu przechodzę do rzeczy, bo tutaj net raz jest, a pięć razy go nie ma, więc czasu jakby mało.
Rzecz dotyczy balu przebierańców, który odbył się ostatnio w tutejszym sanatorium. Z racji tego, że o balu wiedziałam wcześniej, poprosiłam córkę, która zamierzała mnie odwiedzić, aby przywiozła przebranie. Oczywiście można było wypożyczyć gadżety u obrotnego przewodnika, jednakże postanowiłam być oryginalna.

czwartek, 3 maja 2018

Idź w stronę światła. Przekażcie sobie znak pokoju.

Zawsze mam niejaki problem z początkiem wpisu, bo potem to już leci z górki. O czym by tu dzisiaj? Może pociągnę temat komercyjnego Marka. Otóż ów przystojniak mieszkał tuż obok nas. Moje wyczulone oko, dojrzało go już dnia pierwszego, kiedy wieszał pranie na wspólnym balkonie. Nadmienię, że dojście na ten sam balkon, mają aż trzy sąsiednie pokoje. Ponieważ wraz z Doronią, wstrzeliliśmy się w strefę małżeństw, byłyśmy przekonane, że jest razem z żoną. Pod koniec dnia drugiego, wpadliśmy na siebie w ciemnym korytarzu.
 A teraz mała dygresja.

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

O choinka! Na straży czystości.

Dziś oddycham z ulgą. Wreszcie udało mi się pożyczyć laptopa od kuracjusza. Tyle się dzieje, a na tablecie, to trzeba mieć od groma cierpliwości, żeby cokolwiek napisać. Tutaj niestety nie ma stacjonarnego PC-ta. Jaką cenę będę musiała zapłacić, za owe wypożyczenie, nie pytajcie. Ale kij z tym.Dla was wszystko.
Mam dylemat, od czego zacząć? Może od przygotowań i podróży, bo też byłoby o czym pisać? Hymmm.. Dobra. Podróż, w te i wewte, opiszę po powrocie.
Dziś będzie o sanatorium.

Ostatnio na tapecie

Oczy błękitne i oczy zielone.. mocno zaskoczone.

tu grzeliście ławę najczęściej