"Wtedy dopiero warto brać się za pisanie, jeśli mamy odwagę napisać to, czego nie mielibyśmy odwagi powiedzieć" Emil Cioran.
wtorek, 26 listopada 2019
Ni widu, ni słychu. Życiowa errata.
środa, 25 września 2019
Dentyści wszystkich krain, łączcie się. Wesele pod znakiem podróży.
Czas przed, w trakcie, i po... był tak intensywny, że dziś patrząc wstecz, nie wierzę, że to wszystko JUŻ za mną. I bardzo dobrze, bo drugi raz bym chyba tego nie przeżyła.
No i muszę spisać na łamach wszystko, co jeszcze nie umknęło z mojej pamięci. A było tyyyyyyyle tego, że to będzie mega wyzwanie. Zróbcie sobie kawkę już teraz, bo przerwy na reklamy nie będzie.
No to jedziem z tym koksem.
niedziela, 7 października 2018
Okular okularowi nie równy. Dylematy blondynki.
niedziela, 20 maja 2018
Zdublowany Mareczek i odkryty ksiądz.
środa, 9 maja 2018
W pasiastym klimacie. Ten się śmieje, kto wcześniej przyjdzie.
Od razu, bez wstępu, przechodzę do rzeczy, bo tutaj net raz jest, a pięć razy go nie ma. Rzecz dotyczy balu przebierańców, który odbył się ostatnio w naszym sanatorium. Wiedząc o nim wcześniej, poprosiłam córkę, by przywiozła mi przebranie z domu. Postanowiłam być oryginalna i nie korzystać z wypożyczalni u obrotnego przewodnika.
Zanim jednak nastał wieczór, moja latorośl zapragnęła zwiedzić okolicę. Poleźliśmy więc wszędzie: na punkty widokowe, do wodospadu i do muzeum.
Swoją drogą, muszę wspomnieć o „zdolnościach” tutejszych kuracjuszy. Poprosiłam jednego o fotkę na tle pięknej panoramy. Gość tak „opanował” mój telefon, że zamiast widoków, w galerii znalazłam... trzy portrety jego własnej twarzy. Tak że tego. Zbaraniałam totalnie.
Wróciłam do pokoju wykończona, marząc tylko o wyciągnięciu nóg. Ale zabawa już trwała! Ostatkiem sił wbiłam się w polarowy kombinezon w paski, zawiązałam na głowie dwa węzły imitujące uszy, domalowałam rzęsy, czarny nosek i – jak na zebrę przystało – pogalopowałam na salę.
Wpadam przez drzwi, słyszę gromkie brawa i... staję jak wryta. Na parkiecie widzę:
Cygankę,
Panią Wiosnę,
Kobietę w wianku z mleczów. I to by było na tyle. Cztery przebrania na cały turnus! Co za żenada.
Wycofać się nie było jak, bo w drzwiach stał tłum gapiów. Skoro już zrobiłam z siebie pośmiewisko, postanowiłam iść za ciosem. Podczas prezentacji wypaliłam prosto z mostu: — Uciekłam z ZOO we Wrocławiu! Szukam lwa, który mógłby mnie schrupać, ale widzę tu same osiołki...
Błyskotliwość osiągnęła apogeum, a sala ryczała ze śmiechu. Zebra pokazała pazur (albo raczej kopyto).
Wygrała Pani Wiosna, co wzbudziło ogólne podejrzenie o korupcję w kręgach sędziowskich. Ja zajęłam zaszczytne drugie miejsce. Nagroda? Drink sponsorowany przez dyrekcję i obietnica dyplomu na koniec turnusu. Czad!
Dobra strona tego wszystkiego? Nie muszę się już nikomu przedstawiać. Wszyscy wiedzą, kim jest ta wariatka w pasach.
Zebra rządzi!!!
Ostatnio na tapecie
tu grzeliście ławę najczęściej
-
Może jeśli podsumuję ubiegłą zimę, to ona w końcu zrozumie aluzję i sobie pójdzie? Choć luty to jeszcze nie czas na pewność – jak mawiali st...