Na wstępie muszę coś wyjaśnić: co poniektórzy (Gabuniu, ajlowju) mają Konstancji za złe, że zbyt szybko zdecydowała się na zdradę. Ale pomyślcie tylko – gdyby czekała dłużej, to by tę rurę gazową położyli i tyle by Węgra widziała! No, ale mniejsza o Konstancję. Dziś będzie o rozdziewiczeniu... Spokojnie! Zero seksu. Chodzi o moją Strzałę, czyli nowy nabytek.
Pierwszą jazdę odbywałam z duszą na ramieniu. Nowy sprzęt, inna czułość – to nie to samo co stara Rakieta. Zajechałam na CPN. Z pomocą pracownika (i po chwili paniki) odnalazłam wajchę od baku. Przy kasie wywiązała się rozmowa: — Za 50? — pyta znajoma kasjerka. — Nie. Za 100! Dziś moja dziewicza jazda, szaleję! — wypalam dumnie. Kasjerka patrzy na mnie jak na kosmitkę: — Jak to nowym? Przecież auto takie samo... — No skąd! Przód ma dłuższy. Ale kolor czerwony, bo biorę przykład z naszego Proboszcza. On zmienia auta, ale kolor zostawia ten sam, żeby się owieczki nie połapały!
Odwracam się, a za mną... tak, zgadliście. — Szczęść Boże, księże Proboszczu! — rzuciłam tylko. Kurtyna.
W Urzędzie Skarbowym starcie z urzędnikiem: — Rodzaj pojazdu? Sedan, hatchback, kombi? — drąży pan zza okienka. Spojrzałam na niego wzrokiem pod tytułem: „Chłopie, nic już ze mnie nie wyciśniesz”, póki nie zapytał po ludzku o liczbę drzwi. To wiedziałam!
Potem Wydział Komunikacji. Kolejka na kilometr i kartka: „Problemy z systemem CEPiK”. System wprowadzono 13 listopada... No pytam się: kto wprowadza nowości TRZYNASTEGO? Przecież nazwa mówi sama za siebie – mam nieodparte wrażenie, że dane do tych komputerów oni tam wprowadzają za pomocą cepa. Kurtyna.
Wracając, głodna jak pies, wpadłam do „Chemii z Niemiec” po oryginalne żelki misiaczki. Przy wyjeździe z parkingu – zgrzyt! Zniosło mnie na lodzie prosto na płotek. Serce w gardle, rysa przez pół boku. Do domu wracałam w grobowej ciszy. Zaparkowałam tak, żeby od wejścia nie było widać szkody.
Noc z koszmarami, pół dnia w stresie... W końcu poszłam sprawdzić straty z butelką Cifa w ręku. I stał się cud! Czarna rysa zmyła się w sekundę. Zostało małe wgniecenie, ale to się jakoś wytłumaczy. Z ulgi zjadłam wszystkie misiaczki na raz. Kurtyna.
Matko i córko! Ty ten bok CIF-em? TYM żółtym cifem z proszkiem, który tak świetnie czyści wszystkie przypalenia na garnkach? ;)
OdpowiedzUsuńNoooo... czyści również to co powyżej. I nie rysuje. Reklamy nie kłamią ;)
OdpowiedzUsuńWitaj!
OdpowiedzUsuń@_@ O kurczę. Ale różnorodne historie.
No i tu jest temat długi jeśli o Yerba Mate chodzi. Trzeba mieć naczynko czyli matero (gliniane, drewniane, tu dowolność), rurkę z siteczkiem, żeby nie leciały fusy, czajnik i termometr. Przydatny jest też termos, by resztę wody sobie na potem zlać. Co do temperatury to ja zwykle zaparzam w 60 stopniach, choć na każdym opakowaniu jest podana optymalna temperatura. Mi akurat taka pasuje.
Pozdrawiam!
O matko, naczynko specjalne? a myślałam, że wystarczy zwykły czajniczek do zaparzania. Coś tak myślę, że jeszcze dużo wody upłynie, nim zakosztuję owego specjału. Bardzo dziękuję, za fatygę i za informację. Pozdrawiam.
UsuńUps .... yyy .... ;) Consek? Ty tak na poważnie wzięłaś mój komentarz? No coś Ty ... Ja tak sobie tylko głośno rozmyślałam, że szybka z niej kobietka, tak się niby zarzekała, a już do konkretów przechodzi ;) Nie miałam na myśli, że za szybko się akcja toczy, wręcz przeciwnie, na każdą kolejną część czekam z niecierpliwością ;)
OdpowiedzUsuńHa, ha, ha :D no to miałaś dzień pełen wrażeń, zwłaszcza z tą wtopą z proboszczem ;) to się uśmiałam.
A to zarysowanie to pech jakiś. Myślałam, że CIF to Ci wybieli czerwoną strzałę, a on stanął na wysokości zadania ;) no popatrz, będę wiedziała na przyszłość jak mi się coś takiego przytrafi ;)
Buźka :*
No wiesz, troszeczkę wykorzystałam Twój koment, bo dzięki niemu miałam wymówkę do zamieszczenia najnowszego info o mła :) Ściskam :*
UsuńUfff kamień z serca, bo już myślałam, że popsułam Ci plany ;) Do pisania nie musisz mieć pretekstów, bo uwielbiam te Twoje historie Cons. No dobra, wystarczy tej wazeliny :)
UsuńAle kumulacja Ci się trafiła, a to nie było 13-go ani nic z tych rzeczy? Takie sytuacje mogą powodować zejścia gdy kto mało odporny...lub bez poczucia humoru:-)
OdpowiedzUsuńJotka, ze względu na to, iż mam dystans do wszystkiego, jakoś daję radę :)
UsuńConsku dlaczego znowu czerwony, się nie połapią i co, a tak to by chociaż ktoś by Ci zazdrościł.
OdpowiedzUsuńCzy musi być weryfikacja obrazkowa? Wiesz jakie to denerwujące, niczym to tu Twoja sprawa. Klikasz, klikasz i nic i wydaje Ci się, że już wszystkie samochody osobowe odnalazłaś, a tu klops i tak ze cztery razy albo i więcej nim zamieszczę komentarz. I jak tu kuźwa blogować? hahahahahahaha
A jest taka weryfikacja? Nie miałam pojęcia. Już lecę, to może odnajdę owo ustawienie i go wywalę fpizdu. Ale, ale.. żebyś ty wiedziała, jakie ja u Ciebie miałam problemy z zamieszczeniem komentarza. Ciągle mnie wywalało w kosmos z pytaniem o zalogowanie do konta... już nawet nie pamiętam jakiego... ale się nie poddawałam, tak samo jak Ty... hi hi hi :)
UsuńProboszcz chyba zachwycony był, że parafianie biorą z niego przykład?
OdpowiedzUsuńNo nie wiem, jakoś tak za bardzo poczerwieniał, jak na zachwyt.
Usuńpismo było z trzynastego, a nie przepis - nadinterpretacja, to coś co ułatwia życie, ale nie należy popadać w jakieś ostateczności.
OdpowiedzUsuńI bardzo dobrze, że znalazło się oko, które wytłumaczyło to, co niejasne było.Tak że dzięki. Najważniejsze to trzymać rękę na pulsie, niekoniecznie swoim.
UsuńNa szczęście można znaleźć w Sieci i w sklepach zwykłych gotowe zestawy do Yerba Mate. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Tak właśnie zrobię. Dziękuję. Pozdrawiam :)
UsuńTotka zapomniałaś puścić. Przy takiej kumulacji wróżę co najmniej trójkę.
OdpowiedzUsuńA do drobnych zarysowań są takie pasty i mazaki w różnych kolorach. Do nabycia w supermarketach.
Trójkę? a co ja zrobię z taką kasiorą? ;) Dzięki za radę,,, taki mazak to sobie sprezentuje na zaś... a co... kto bogatemu zabroni ;)
Usuń