Kolęda w tym roku odbyła się bez większych niespodzianek. Za to w ubiegłym... działo się! Pamiętam tę nerwówkę, zwłaszcza u Małża.
Bitwa pod sąsiedzką miedzą
Tradycyjnie proboszcz kończył wizytę na początku naszej ulicy. Naprzemiennie z sąsiadką z naprzeciwka częstowaliśmy księdza kolacją – w tamtym roku kolej wypadała na nią. Małż śledził postępy wizytacji z rosnącą niecierpliwością; goście, którzy akurat do nas zmierzali, grzali silnik w aucie na parkingu, dopytując co kwadrans: „Czy można już wbijać na hawirę?”, a gorzałeczka w lodówce osiągała temperaturę idealną.
I kiedy już, już... Małż miał przejąć księżowską teczkę od sąsiada zza miedzy, nagle wbiegł sąsiad z naprzeciwka. Wykonał sprytny przechwyt, przejął teczkę i wiadomo – ksiądz potulnie podążył za bagażem do domu finałowego. Małż wrócił do chaty, klnąc w żywe kamienie.
Wizyta u sąsiadów trwała i trwała... Wódka się chłodziła, Małż się gotował, goście marzli w aucie, a ja gadałam z kotem. Gdy proboszcz w końcu dotarł do nas, przeprosił za zamieszanie, ale kolacji oczywiście nie tknął, bo u sąsiadki najadł się pod korek. Małż po wszystkim odwiózł go na plebanię, a potem przy kolejnych „kilonkach” wylewał żale na „przebiegłego sąsiada”. Gniew trzymał go TYLKO przez miesiąc.
Nowy proboszcz, nowe obyczaje
W tym roku Małża nie było, za to pojawił się nowy proboszcz. I powiem Wam – zmiana na plus! Zaczął od numerów parzystych, czyli od nas. Z poczęstunku co prawda nie skorzystał, a nie wie, co stracił. Postarałam się jak nigdy:
Rosół z trzech rodzajów świeżego mięsa (jechałam po nie do innego miasta!).
Domowy makaron.
Lasagne (to już z kupnego, nie bądźmy męczennicami).
Surówka z winegretem i kompot z własnych truskawek.
Na deser: bułeczki z serem i lukrem limonkowym. Palce lizać!
Życiowy dialog i karne naklejki
Cała uwaga księdza skupiła się na synu i synowej, która jest w zaawansowanej ciąży. Pytał przyszłą matkę o samopoczucie i lęk przed porodem, a z synem dyskutował o... problemach z parkowaniem pod naszym domem. Mało tego – wspomniał o konieczności zakupu naklejek (czyt. „karnych kutasów”) dla upierdliwych kierowców! Pośmialiśmy się, pogadaliśmy o śmierci kuzyna, a na koniec ksiądz spytał, czy aby nie brakuje nam pieniędzy na życie. Wprawił nas tym w niemałe osłupienie. No i teczkę nosił sam!
Młodzi byli zachwyceni. Że taki fajny, życiowy, nowoczesny i „w ogóle, i w szczególe”. Ale i tak w niedzielę do kościoła nie poszli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
"To czy człowiek jest inteligentny poznaje się po jego odpowie-dziach. To czy jest mądry, po pytaniach."- Naguib Mahfouz