Tydzień minął od kolejnej rocznicy, kiedy to wieki temu powiedziałam „TAK” mojemu Małżowi. I wiecie co? Czasami, jak mnie tak wkurwi na maksa, zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie, gdybym wtedy powiedziała „NIE”. Może w alternatywnej rzeczywistości żyję z kimś innym? A może jestem singielką na fali? Dobra, dość tych dywagacji. Powiedziałam, co powiedziałam, biorę to na klatę i nie łudzę się, że ojciec moich dzieci nagle zmieni się na lepsze. Na gorsze – to jakby bardziej prawdopodobne.
Chcąc, by dwie trójki (33 lata!) zapadły nam w pamięć, wzięłam sprawy w swoje ręce. Postanowiłam iść po linii najniższego oporu i bez nadęcia kupiłam bilety na „Dziewczyny z Dubaju”. Dlaczego? Małż naciskał. Chciał chłopina sobie popatrzeć, a ja – nie ukrywam – widziałam w tym namacalne (dosłownie!) korzyści dla siebie.
W dniu rocznicy dzwonię do niego pierwsza: — Wszystkiego najlepszego, kochanie! Po drugiej stronie cisza. — Jesteś tam? — pytam. — No jestem... ale skarbie, z jakiego powodu składasz mi życzenia? — słyszę autentyczne zaskoczenie w jego głosie. Serio? Walnęłam się dłonią w czoło, choć i tak nikt nie widział tego gestu. — Rocznica! Nasza! Mówi ci to coś?! — wypaliłam. — Ahaaaaa... — mruknął, nawet nie próbując ukryć swojej indolencji.
Z kim ja się związałam? No nic, oznajmiłam, że jedziemy do kina i na życzenia zwrotne nawet nie liczyłam.
Wieczorem dwie godziny pindrzyłam się przed lustrem. Normalnie jak na randkę z nieznajomym! Za oknem wiało i sypał mokry śnieg. Małż pochwalił mój wygląd, czym zarobił u mnie wielkiego plusa. Postanowiliśmy jechać moim Francuzem. On za sterami, bo ja w obcasach i „wyjściowa”.
Nagle pada pytanie: — Chyba muszę zapalić światła mijania? — Nie musisz, zmieniają się automatycznie — tłumaczę cierpliwie. — Ale na pewno? Bo z tyłu będzie ciemno... wiesz co, ty lepiej wysiądź i zobacz, czy te światła się palą. Auto staje. Patrzę na niego i myślę, że żartuje. — Pogięło cię? JA mam wysiąść? Sam sobie wysiadaj w tę zamieć! I pyk – plus zamienił się w minus. Bilans: wielkie zero. Najs.
W kinie sami my i gimbaza. Momenty były, a jakże! Komentarze małolatów pominę milczeniem. Małż napatrzył się na „gołe wieszaki”, pochłonął wiaderko popcornu i wyglądał na usatysfakcjonowanego, choć na koniec i tak spytał, która to była Doda. Nie miałam siły na wyjaśnienia.
Za to ja... no cóż, alfons szacha to było takie ciacho, że... WAWAWUUUUUM! On popatrzył, ja popatrzyłam, krew szybciej ruszyła w naszych więdnących członkach i ostatecznie bilans wieczoru wyszedł jednak na spory plus.
A to, że ten wpis ma numer 69? Przypadek? Nie sądzę!
No no, to jakby kino się opłaciło!
OdpowiedzUsuńZnaczy przy więdnących członkach, nie ma to jak odpowiedni film!
No popatrz, a u nas w czerwcu będzie 38...
My to jednak mamy zdrowie!
Jotka, noooooooo... warto ;) Wiesz, jak tak sobie dodam lata tzw. zabiegania i chodzenia, to również będzie coś koło 38 :D
UsuńCzyli jednak na plus mimo zamieci. 33 zapamiętasz mam nadzieję. Chyba jednak nie pooglądam tego filmu. Z racji obsady. Wolę poczytać coś podobnego. Wyobraźnia ma trening. Buziaki
OdpowiedzUsuńLuciu, pewnie zapamiętam, ale jak już zapisałam, to na bank nie zapomnę ;) Co do wyobraźni, to też ją włączam przy pingwinku ;)
UsuńHa ha ha, ojejku, wiem, nie powinnam, ale pośmiałam się :)( ja to mam dopiero 5 lat nie małżeństwa, a ten mój, już mam pamięć zakrawającą o demencję. Dlatego prezentu kupuje sobie sama, a potem proszę o zwrot pieniędzy:D
OdpowiedzUsuńCzyli te dziewczyny z dubaju warto obejrzeć,dla tego szacha ;))))
Agnieszko, nie ma czego przepraszać. Jestem wesołą osobą, bo gdzie nie zajdę, tam się ze mnie śmieją ;) A Twój pomysł to jest godny naśladowania. Chyba go nawet zmałpuję. Co do filmu, to nie szach, a jego alfons tak mnie podkręcił :D
Usuń