Dziś Proboszcz odwalił pańszczyznę... znaczy, nawiedził moje progi z tak zwaną kolędą. Już od progu kapłan przeszedł do konkretów, oceniając mój wygląd krótkim: — Uhuuuu... Gospodyni w nowej odsłonie!
Wprawił mnie tym w niemałe zdumienie, bo żadnej odsłony nie było. Wręcz przeciwnie – postawiłam na bezpieczną klasykę: biało-czarna bluzka zapięta na przyzwoitej wysokości i spódnica midi. Może po prostu dawno mnie nie widział w świetle dziennym?
Dalej poszło już z górki: energiczne odśpiewanie „Przybieżeli do Betlejem”, jeszcze energiczniejsza modlitwa i sprawne machnięcie kropidłem. Pomiędzy podpisywaniem pamiątkowych obrazków, a tuż po przyjęciu ode mnie banknotu, ksiądz postanowił zająć się problemem, który mu „zapodałam” – czyli buntem mojego starszego syna.
W kierunku rzeczonego delikwenta, z prędkością serii z kałasznikowa, poleciało trzyminutowe kazanie. Choć z miną „srającego kota” wsłuchiwałam się w słowa gościa, usiłując wyłowić z nich jakikolwiek sens, poległam na całej linii. Jeśli ja nic nie zrozumiałam, to szczerze wątpię, by do syna cokolwiek dotarło, a tym bardziej poruszyło jego sumienie.
Szczęśliwie Gość nie zabawił u nas długo. Jak się okazało, sąsiadka wcześniej nakarmiła go ciastem, więc u mnie poczęstunku raczył odmówić. Nie ukrywam – odetchnęłam z ulgą. Chyba nawet zbyt głośno, ale kij tam! Na do widzenia Proboszcz sypnął dla buntownika czterema cukierkami raczej pośledniejszego gatunku i tyle go widziałam.
Hymmm... pewnie śpieszył się na Teleexpress.
Postanowienie na przyszły rok: Problemy rodzinne chować głęboko. Albo jeszcze głębiej. Po co marnować amunicję z kałasznikowa na coś, co i tak kończy się tylko landrynką?

Przyciągnął mnie tu tytuł tekstu....
OdpowiedzUsuńCały tekst też wart uwagi.
Moje uznanie.
Pozdrawiam.
stokrotkastories.blog.pl
Witaj Stokrotko. Dziękuję za słowa uznania. Pozdrawiam również.
UsuńChyba rzeczywiście księża traktują to jak pańszczyznę. Dlatego podoba mi się pomysł, żeby chodzili tylko tam gdzie ich zaproszą.
OdpowiedzUsuńEwo, w małych miejscowościach nie ma takiej opcji... Skoro uczestniczysz we mszach, to automatycznie przyjmujesz księdza.
UsuńCzyli wszędzie podobnie...po co wiec ta cała kolęda? Dla obu stron to jedynie kłopot. U nas w tym roku ksiądz pojawił się o 21.40!
OdpowiedzUsuńGdyby nie mąż nie przyjmowałabym kolędy, bo mam o tym swoje zdanie...
Jotka, jak to po co... żniwa kochana... żniwa ;)
UsuńNo tak. Mniej więcej tak to pamiętam :). Teraz mówię po prostu dziękuję, nie.
OdpowiedzUsuńAnno, kulturalna kobieta stosuje savoir vivre :)
UsuńNie lubię takich ekspresowych wizyt - jak się spieszy to niech zaglądnie jak będzie miał więcej czasu
OdpowiedzUsuńTeż jestem tego zdania... bo gdzie jest czas na pochylenie się nad problemami parafian?
UsuńPierwszy raz nie wiem co napisać. Wypisałam się z odwiedzin księży 36 lat temu i od tego czasu ich nie widuję, i nie słucham. Od razu stałam się lepszym i szczęśliwszym człowiekiem. :-)To muszę zmienić Twój adres w moim chlewiku! Witamy na blogspocie!
OdpowiedzUsuńAle że co? Wypisałaś się będąc w kołysce? Zdolniacha :)
UsuńMusiałabym w tej kołysce pieruńsko dużo czasu spędzić. Byłam w 7 klasie. Wtedy oficjalnie. Nieoficjalnie w 3, ale musiałam toczyć boje z rodziną przez kilka lat.
UsuńNo to współczuję rodzicom... taka mała DZIEWCZYNKA, a taka czupurna :)
Usuńznalazłam Cię Consiu :)
OdpowiedzUsuńMari
Mari :) Muuuuaaaa .... Kocham Cię :)
UsuńA ja przyjmuję księdza od zawsze, nie trafił mi się za całą kadencję kolędowania taki nieciekawy klecha. Lubię z nimi podyskutować na różne tematy, lecz faktycznie czas mają ograniczony, bo niestety jakby chcieli każdemu poświęcić godzinę, to kolęda by trwała cały rok ;) W tym roku był taki młody kleryk pięknie się z nami pomodlił, porozmawiał i poszedł, a o obrazku zapomniał, ale idąc od sąsiada musiał sobie przypomnieć, bo nam podał :)
OdpowiedzUsuńConsku ja jestem bardzo mocno wierząca i staram się nie wrzucać wszystkich księży (i nie tylko) do jednego worka, bo są jeszcze na tym świecie naprawdę przyzwoici, ale niestety są też Ci źli Co mnie bardzo irytuje i martwi :(
Buźka :*
Gabuniu, a dlaczego kolęda nie mogłaby trwać do momentu, aż ksiądz,na spokojnie, pochyli się na swymi owieczkami :)Co do tych przyzwoitych... mieliśmy jednego, ale jak to zwykle bywa, nie wytrzymał u nas długo... u nas mieszkają baaaardzo specyficzni ludzie ;)
UsuńTak masz rację Consku, księża przychodzą do nas z wizytą tylko raz w roku, więc ja jestem jak najbardziej za żeby ich wizyta była dłuższa pod warunkiem oczywiście, że będzie o czym z takim księdzem porozmawiać i jego intencje będą szczere,a z tym niestety już różnie bywa.
UsuńA co do ludzi to myślę, że nie tylko u Was są specyficzni ;)
Dokładnie Gabuniu, dokładnie ;)
UsuńDosłownie "pendolino" :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń