Uprzejmie donoszę, iż kolejny dzień mojego życia zaczął się jak zwykle. W drodze do pracy ogarnęła mnie nostalgia – wszak to był ostatni raz, kiedy odpaliłam moją wierną Rakietę. Od jutra będę pomykać nowym, sportowym nabytkiem. Jarałam się jak pochodnia! Wszak czekanie na przyjemność jest często lepsze od samej przyjemności.
Godziny w pracy mijały bez większych ekscytacji. Przed wyjściem, bogatsza o doświadczenia (kilkakrotnie zdarzyło mi się zostawić na biurku portfel, dokumenty lub telefon), przeprowadziłam rutynową kontrolę zawartości torby.
Niedawno zakupiłam granatową torebkę. Wpadła mi w oko, bo miała kieszonkę w dość nietypowym miejscu. Otwór był mało pojemny, ale tego feralnego dnia udało mi się tam upchać kluczyki od Rakiety. Tak przynajmniej myślałam.
Zaglądam do wnętrza – jest portfel, jest telefon, ale kluczyków NICHUCHU. Po trzykrotnym wywaleniu wszystkiego na blat, przypominam sobie o nowej kieszonce. Wkładam tam palce i... pustka. Ciemność. Nic.
— Kurwa... — zadaję sobie pytanie filozoficzne. — Co jest?
W głowie następuje błyskawiczny przegląd wydarzeń. Formułuję śmiałe założenie: torba leżała na szafce, pod szafką stał kosz, klucze musiały wypaść prosto w śmieci! Problem w tym, że kosz był pusty, bo osobiście go opróżniłam. Szlag!
Niewiele myśląc, wybiegam, nurkuję w kontenerze i wyciągam „mój” worek. Wysypuję zawartość na trawę, grzebię w odpadkach, ale kluczy jak nie było, tak nie ma. Wracam z wypiekami na twarzy (i pewnie lekkim aromatem śmieci) i znów przetrzepuję torbę.
— Jak nic, diabeł ogonem nakrył... — mamroczę tekst zasłyszany od mamy.
Pozostała mi ostateczność: prośba o pomoc do św. Antoniego. I patrzcie państwo – pomogło! Co prawda kluczy nadal nie widzę, ale dostrzegam... OSZ SZFAAAKKK!!
Dostrzegam DRUGĄ kieszonkę, umiejscowioną idealnie symetrycznie po DRUGIEJ stronie torby. W ułamku sekundy dociera do mnie prawda stara jak Dolce & Gabbana: spostrzegawczość nie jest moją najmocniejszą stroną. Przynajmniej od dnia zakupu tej nieszczęsnej granatowej torebki.
No skąd mogłaś domniemywać, że torebka symetryczna jest?
OdpowiedzUsuńAle Antoni jest niezrównany, niech ktoś zaprzeczy!!!
No właśnie... nie mogłam ;) Antoni rządzi!
UsuńTrochę się pogubiłam i nie jestem pewna, o którym Antonim mówicie. Nie mniej wszystko wskazuje na to, że kolęda była pożyteczna
UsuńO Antonim Padewskim.. tym od rzeczy zagubionych :)
UsuńCzekanie na przyjemność zawsze jest fajne... :).A kluczyki wiecznie gdzieś wciskam, najbardziej lubiłam jak miałam auto tak zwane bezkluczykowe. To było to.
OdpowiedzUsuńTo jest takie auto?... choleramambraki motoryzacyjne ;)
UsuńNo tak, bardzo prawdziwe, czekanie na przyjemność często jest zdecydowanie przyjemniejsze od niej samej :)
OdpowiedzUsuńKobieto :) najprawdziwsza prawda :)
UsuńNie znoszę zmieniać torebek. Nowe są zawsze takie zaskakujące..(i tak szybko się zapełniają śmieciem wszelakim). Żeby ograniczyć stres kupiłam jakiś czas temu organizer do torebki, trzeba go tylko przełożyć z jednej do drugiej, albo wyjąć i postawić na szafce. Śmieci zostają w torebce, ale rzeczy najbardziej potrzebne zawsze wiem gdzie mam:-)
OdpowiedzUsuńDla Antoniego brawa:-)
Aaaaa.. wiem, wiem... też coś takiego posiadam, tylko akurat do tej, mój organizer się nie mieści.
UsuńAntoni faktycznie pomaga i ja też się o tym przekonałam na własnej skórze kilkukrotnie :) Z kluczykami akurat nie mam problemu, bo zawsze wybieram kieszonkę wewnątrz torebki, ale za to czasem mi się zdarzyło, że zapomniałam przełożyć portfela z innej torebki, a co za tym idzie jadę bez dokumentów i środków płatniczych ;)
OdpowiedzUsuńA co do Twojej nowej furki, to cieszę się, że imię "strzała" przypadło Ci do gustu. Czyli mam rozumieć, że tym samym zostałam matką chrzestną Twojej czerwonej strzały? ;)
Gabuniu,matko chrzestna, Strzała zostaje!
UsuńNowe torebki są zaskakujące;) z reszta stare też, często mnie rozgrzewa.... a to tylko zwykła torebka :D
OdpowiedzUsuńMAri
He he...okazuje się, ze nie tak zwykła, tylko ROZGRZEWAJĄCA ;)
UsuńKoleżanka miała zwyczaj zostawiania kluczyków w kieszeni płaszcza. Któregoś razu kluczyki od nowiuteńkiego VW zniknęły. Po pierwsze wybebeszyła torebkę, potem wybiegła sprawdzić czy auto stoi. Przepatrzyła całą drogę od niego, przeszukała pokój nauczycielski. Wcięło. Od rzucenia się w odmęty rozpaczy powstrzymał ją telefon innej koleżanki. Która dotarłszy do domu odkryła, że założyła cudzy płaszcz. Po kluczykach w kieszeni do tego doszła.
OdpowiedzUsuńTo ci dopiero historia. Wynika z tego, że nie trzeba kupować takich samych okryć :)
UsuńBrawo TY !! A ja myślałam, że tylko ja mam odpały z torebkami :) no i ja za nowym utorbieniem nie przepadam :)
OdpowiedzUsuńHe he he... nowe utorbienie... jak to pięknie brzmi :) przywłaszczam słówko na zawsze :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
Usuń