Raz, dwa, trzy... ekhm, ekhm... Próba mikrofonu! Słychać mnie w tej nowej próżni?
Zupełnie nie ogarniam tej witryny. Kolejny raz w mojej wirtualnej przygodzie zostałam zmuszona do przeprowadzki. A miało być tak pięknie... No, może nie AŻ tak, jakbym chciała, bo wiadomo – zawsze może być lepiej. Jednak przez trzy lata umościłam sobie TAM gniazdko siako tako. Okleiłam koniczynkami, poukładałam po swojemu, a teraz? Wszystko ponic!
Dziś kolejny raz zaczynam od nowa i, nie powiem, targają mną mieszane uczucia. Czy doprawdy chcę znów ciągnąć tę przygodę, startując od przysłowiowego zera? Przecież mówi się, że nie przesadza się starych drzew. Niestety Onet, niczym minister Szyszko, postanowił na koniec stycznia wyciąć wszystkie blogi w pień. Bez litości, bez „zmiłuj”.
Tak że tego... no... powstaję jak Feniks z popiołów, by dalej pchać ten mój blogowy wózek. Skoro już tu jestem, to znaczy, że silnik jeszcze dycha, a chęć do gadania (i narzekania na Małża, pogodę czy grawitację) wciąż we mnie drzemie.
Może i miejsce nowe, ale „stara ja” zostaje. Z moimi historiami, z moim „WAWAWUUUUUM” i z moim dystansem do świata, który czasem próbuje nas przygnieść, a my mu na to: „Nie ze mną te numery!”.
No to... jazda!
warto..zawsze warto
OdpowiedzUsuńPrzekonałaś mnie.
OdpowiedzUsuń