wtorek, 13 lutego 2018

1- Jak dobrze mieć sąsiada. Wiśnie grzechu warte.



Ciąg dalszy poprzedniej historii

Następnego dnia Konstancja wyszła do spożywczego. Nim domknęła bramkę dostrzegła Ankę biegnącą  i pokrzykującą.
- Kesi. Zaczekaj.Coś ci powiem.- dopadła do furtki.
Słuchaj. Wczoraj wieczorem zadzwonił jakiś wariat. Mówię ci. Poprosił do telefonu Justynkę. Dasz wiarę? JU- STYN - KĘ..-  przesylabizowała ostatnie słowo.
- Powiedziałam, że ona już śpi, a on do mnie, że jak to śpi, przecież miała czekać na telefon - roześmiała się nerwowo.
- No to ja pytam, kto on jest? A on, że Ryszard. Dasz wiarę, nie Rysiek tylko jakiś Ryszard. No ja nie mogę. Ale ja spokojnie, bez nerw pytam, kto mu dał ten numer? - Anka wymownie spojrzała na koleżankę.
- I wiesz co on powiedział?-  zastygła w bezruchu.
- Że Justyna - odrzekła.
- A ty skąd wiesz?- Anka spojrzała zdumiona.
Konstancja musiała w logiczny sposób wyjaśnić całe zamieszanie z telefonem. Znała Ankę, aż nazbyt długo i miała pewność, że nie potrafi utrzymać języka za zębami. Dlatego też podała Ryszardowi ten numer, bo wiedziała,  jeżeli zadzwoni, to sąsiadka zaraz przyleci z nowiną. Gdyby nie zadzwonił, potraktowałaby to jak porażkę. Jednak zadzwonił. Czyli sukces. Teraz wystarczyło przekonać sąsiadkę, że to był tylko taki żart, o który poprosiła znajomego.
  - No to miałaś pomysł od czapy. A ja pół nocy się zastanawiałam, co to za zboczeniec  chce rozmawiać z trzyletnią dziewczynką - Anka podsumowała wyjaśnienia koleżanki.


Po powrocie ze sklepu Anka długo myślała o tłumaczeniach sąsiadki. Przeczuwała, że ta historia miała jakieś drugie dno. Konstancja zawsze była skryta i małomówna, lecz teraz  w ogóle nie można było z niej niczego wyciągnąć. Nie chciała rozmawiać na temat świeżo poznanego Węgra. Nie zgadzała się również na propozycję, aby w końcu doprowadzić do spotkania Danki z przystojnym cudzoziemcem. A teraz jeszcze i to. "Coś większego musiało się wydarzyć"  snuła domysły. Tak ją to dręczyło, iż postanowiła porozmawiać o tym ze swoim mężem Jackiem. Oczywiście sprytnie pominęła swoje zaangażowanie w temacie poznania Iwo. Przekonywała, że to Konstancja zaczepiła obcokrajowca w sklepie i zaprosiła na kawę. Zdała również relację ze spotkania w ogrodzie, podkoloryzowaną nieco, a także opowiedziała o głupim żarcie z Ryśkiem w roli głównej.
Jacek był bardzo zaskoczony. Nie podejrzewał sąsiadki o taką bezpośredniość. Natomiast fakt, że potrafiła zawrócić w głowie obcemu mężczyźnie, wcale go nie dziwił. Miała w sobie to coś, co przyciągało męskie spojrzenia. A teraz, gdy kilka dni temu ujrzał ją w rudej odsłonie, jeszcze mocniej się w tym upewnił.
Po rozmowie z Anką Jacek często myślał o Konstancji, jak o zupełnie innej kobiecie, a kiedy spotykali się na sąsiedzkich pogaduszkach, bacznie się jej przyglądał." Czy naprawdę potrafiła aż tak udawać, że nie obchodzą jej inni faceci?" zastanawiał się, gdy nie zwracała na niego uwagi. "A może po prostu nie jestem w jej typie?" Postanowił, że po prostu ją zapyta, jednak nie przy żonie. Anka była o niego zazdrosna. Dni mijały, lecz ciągle nie miał okazji być sam na sam z rudowłosą.

Im gorzej działo się w małżeństwie Konstancji, tym większą miała ochotę, aby znów poczuć, że jest kobietą, którą pożądają inni mężczyźni. Często tuż przed snem wspominała gorącego kochanka znad Balatonu.Wystarczyło wówczas by włożyła rękę pomiędzy uda i zagłębiła palec w wilgotne wnętrze, a orgazm nadchodził i rozlewał się gorącą falą po całym ciele.
Coraz bardziej chciała poczuć  męskie dłonie obejmujące jej biodra i nadające rytm rozkosznym pchnięciom.

W połowie lipca Anka wyjechała na wczasy z córeczką. Jacek pozostał w domu. Miał pewność, że lepsza okazja na spotkanie z sąsiadką się nie zdarzy. Zauważył jak zrywa wiśnie, tuż przy wspólnym płocie.
- Cześć. Dużo wiśni w tym roku- zagaił.
- Rzeczywiście urodzaj - odpowiedziała schodząc z drabiny - A jakie soczyste i smaczne - dodała oblizując usta.
Urwała dwie wisienki z najbliższej gałązki i trzymając je za ogonek zmysłowo dotknęła kulek czubkiem języka, po czym nieśpiesznie włożyła je do ust,  aby  po chwili znów je wyciągnąć za zieloną końcówkę. Patrzyła przy tym  w oczy sąsiadowi.
Jacek poczuł  pulsowanie krwi w podbrzuszu.

cdn.....

6 komentarzy:

  1. No, No, Konstancja to mistrzyni w doprowadzaniu facetów do szaleństwa, a te wisienki ;) szkoda tylko, że jej mąż nie jest nią zainteresowany, nawet nie wie co traci ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś pisywałam podobne historie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I masz je na blogu? Jeżeli tak, to spodziewaj się głębokiego przerycia archiwów ;)

      Usuń
  3. No kurczę, podryw na wiśnie?
    Bo szczęście trzeba rwać jak świeże wiśnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohoho... widzę, że ten temat nie jest Ci obcy ;)

      Usuń

"To czy człowiek jest inteligentny poznaje się po jego odpowie-dziach. To czy jest mądry, po pytaniach."- Naguib Mahfouz

Ostatnio na tapecie

2- Jak dobrze mieć sąsiada.Kuchenne zabawy.

tu grzeliście ławę najczęściej